Czarny Kot na Dzień Kota!


Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kota:
jedzonka, snu, ciepłego łóżeczka, kumpli kocich
oraz najukochańszego ludzkiego opiekuna
- takiego na zawsze - na dobre i na złe :)














Sen*

Przyszedł do mnie sen,
miękkie łapki ma,
ogonek jak tren,
śliczne uszka dwa.

Przyszedł do mnie sen,
w ucho mruczy mi,
chociaż to już dzień,
dobrze mi się śpi...

Przyszedł do mnie sen,
coś tam sobie śni
i ja sobie śnię -
śpij koteczku, śpij...

/*żródło: Majorkowo

Jednak wersja Friends działa!



Jest lepiej, dużo lepiej,
ciągle powtarzam sobie, że to dopiero pełne dwa miesiące...
Bo zaczęłyśmy pod koniec lutego,
łącząc obroże i Feliway z feromonem F3.

Bardziej wyluzowani jesteśmy...

Czasem się boję, a czasem nie...

Ważne, że nie zaganiają pod kanapę stadnie...

No i wygrał, fotel jest jego!
Alex jak chce leży razem z nim...

Tyle, że w grudniu pojawiła się nowość,
że Ejmisia na Amebrka łapką machała, a ten syczał wystraszony...
Od połowy stycznia jesteśmy zatem na Feliway Friends,
ta nowość z zooplusa i widać, że jakby bardziej wyluzowane były.

Oczywiście przy gościach Mefi musiał się popisywać,
bo i on i Amber i Aimee do głaskania chętni,
więc zazdrość i nie może być tak, że Amber też.
Bo Mef i Ejmi się lubią...

Myślimy, więc nad Kalm Aid,
na dwa dranie buteleczka na sporo by starczyła.
A Aleksa obserwujemy, mocz jest ok,
ale brzusio po kosiarce... ;)

Oszaleć idzie, więc bazarek nasz w ruch puszczony,
zerknijcie może coś wpadnie Wam w oko?
(No i Młody tam sobie też robi swoje wystawki,
ale to jest jego osobiste - my na kotki ze sprzedaży książek itd bierzemy.)

Nawet nie myślę o dniu kota ;)
Bo wtedy mówię, że powinni mieć wtyczkę z feliway w pupce każdy.. ;)

Ale trzeba być cierpliwym...
Dopiero luty...

Mała czarna ;)





Mała czarna

Ta kocica, czarna, mała 
znowu na mnie nafukała, 
lecz zasady swoje mam 
i nie bijam kocich dam. 

Czasem szczerą mam ochotę 
pograć z nią jak z kotką kotek, 
dać jej porządnego klapsa, 
bo traktuje mnie jak łapsa... 

Nie, ja jestem dżentelmenem 
i już raczej się nie zmienię, 
myślę, że już przyszła wiosna 
i kocica jest zazdrosna... 

Nikt jej wiersza nie napisze, 
do snu nikt jej nie kołysze, 
kot nie wzdycha do niej żaden, 
to niech fuka, mały diabeł.
/wiersz z Majorkowo

A taki kot do nas dotarł:








Milego weekendu!

30.


Tak z okazji własnych urodzin, ja Ruda,
 z niefajną cyfrą 3 na początku i niefajny zerem zaraz obok...

Salemo był tu bardzo malutki...

Wpis z dawnych lat:

Leży zwinięty w kłębek... Obok na krześle, obok przy nodze, na kolanach... Zawsze obok. Mruczy, gdy tylko poczuje moją dłoń na swojej główce. Gdy szeptem powiem imię to wydaje odgłos potwierdzenia miauknięciem. Bywa kapryśny i obraźliwy, ale jedno spojrzenie na tą śpiącą czarną puchatą kulkę ciepła i wybacza się wszystko. Nawet to złośliwe miauczenie, gdy się nie chce wstawać jeszcze, żeby jedzenia do miseczki nałożyć... Nawet te szajby, podczas których jest nad łóżkiem, pod łóżkiem, za fotelem, na szafie, za szafą... Na ręce uwieszony z pazurkami w ubranie wbitymi, na nodze z zębami starającymi się w jakiś sposób odgryźć stopę od reszty ciała.

Gdy się nie chce być dotykanym to się robi ciche niewinne "miau" podczas trzymania na rękach. I w taki sposób za pomocą oczu czarnych i głębokich odzyskuje się wolność. Kiedy chce się być noszonym chodzi i miauczy nieznośnie wskakując na wszystkie szafki i półki jakie mijasz, abyś tylko zauważyła, że się domaga. A gdy już osiągnie swój cel, ułożywszy się wygodnie jak w kołysce na ramionach i ułożywszy swoją głowę na ramieniu lub dekolcie z nosem wtulonym w skórę to się mruczy... Mruczy głośno i donośnie. Z miną pana robiącego łaskę, że w ogóle dotykać się pozwala. Gdy futerko linieje nie wolno szczotkować kiedy się zachce, tylko wtedy gdy słodko śpi rozłożony niczym futrzak na wersalce. Wtedy wolno delikatnie żeby snu nie zakłócić czesać, szczotkować, przewracać z boku na bok, ale nic nie mówić. Bo się zbudzi i zacznie marudzić.

Kiedy jest się głodnym, a ma się w miseczce jedzenie to się chodzi miauczy i marudzi, bo towarzystwa brak, żeby ktoś obok był i patrzył jak je i pomiaukuje nad miską. Kiedy się po najedzeniu spać zachciewa to najlepiej wypoczywać z nosem wlepionym w szyję, będąc uczepionym na szyi właścicielki. Kiedy pragnie samotności pokonuje szczyty nie do zdobycia, osiąga się cel pudełko na szafie. Niedostępne dla nikogo i co ciekawej, jak się tam schowa to go nie widać. I szukaj i wołaj, jak się obrazi to za nic nie przyjdzie.

A gdy tylko zabraknie towarzystwa to jest na każde zawołanie. Ale to jeszcze od humoru zależy. I zawsze trzeba pamiętać, że ten pan na czterech łapach robi łaskę, że pozwala na siebie patrzeć. Gdy nadchodzi pora mycia, nie wolno przeszkadzać, ani patrzeć najlepiej, bo się obraża i idzie się chowa. I tam w spokoju toaletę dokańcza. Na powitanie lub gdy się nudzi, przychodzi i mrucząc domaga się przyłożenia swojego policzka do jego. I wtedy jest mruczenie na wielką skalę. Gdy wychodzi się z domu i zostawia samego to trzeba być świadomym...

Awantura po powrocie. Miauuu i miauuu, jak mogłaś mnie zostawić, opieki potrzebuję, karmić, głaskać i nigdy nie zostawiać. Czeka zawsze. Wychodząc siedzi na krześle przy drzwiach, a gdy się drzwi otwiera on między butami siedzi i z wzrokiem pełnym wyrzutu opery zaczyna. W nocy miejsce zarezerwowane, pies nie może zająć, w nogach na kołdrze czarna kuleczka spać musi. A gdy jest dzień senny bardzo i kotek cały czas zmęczony to trzeba podnosić z podłogi ze skrawka gazety czy reklamówki, na której zabawy się toczyły i na poduszkę obok siebie kłaść.

W ciągu dnia - tych mniej sennych - trwają obserwacje całego domu i przez wszystkie okna. Ptaki widział wszystkie jakie przeleciały. Każda muchę z okna... zlikwidowana. Przeszkadzała w widokach. Trupek przyniesiony w prezencie właścicielowi, a potem w zależności od rodzaju muszki zjedzony albo porzucony. Główny wróg - pies - przy napadach szajby zachęcany do zabawy nieustannie, dopóki kotek nie zostanie pogoniony szczeknięciem. Po takim potraktowaniu znów staje się śpiącym, niewinnym kotkiem...

I trwają poszukiwania szyi właściciela, w którą można nosek mokry i mruczący wcisnąć. Wredny, pozorny, zazdrosny, ale i tak kochany. Miau.

[Tekst pochodzi z 2006 roku]


Nie wiem kiedy ten czas upłynął, ale ważne, że się jest szczęśliwym,
kocha się swoją Rodzinę - z Kotami włącznie!
I wiem, że wiele za mną (Modimerku i Falkorku - pamiętam Was codziennie)
to jeszcze więcej przede mną...


I niesamowity prezent też dostałam taką małą karteczkę z napisem,
że opłacone "tylko wybierz sobie jaki to ma być kot...
wstępnie powiedziałam, że czarny, ale żeby kiedyś ciemna plama nie była,
to popatrz sobie jakieś wzory..." i już przestałam słyszeć... :D

Zatkało mnie - całe życie z wariatami! :) W myślach czytać potrafią.
No to tuż obok serca na ramieniu mym zamieszka jakiś kot... :)

Codzienne śniadankowe scenki :D


Tak to jest codziennie rano, gdy Ruda dzieli
(skandal!) 100 gram saszetki (!)
na sześć (skandal!) łebków!

Po kolei: Aimee,
niżej: Mefi, Sansa i Amber, Alex
i Jagusio

Jagusia wypchnęli od misek...

Mówi, że to i tak niedietetyczne,
ale to i tak w kocim mniemaniu skandal!

Ale Jagusio ma dobrego gryza...

I nic się nie przejmuje,
bo oto Aleksa już wypchnęli...

Ale kto by się
czarnosierściuchami przejmował...

A w miseczkach Porta 21 Feline Finest Cats Heaven,
kupujemy co miesiąc worek 10kg. Bez zbóż oczywiście.

I tu mamy pytanie czy jest coś lepszego w podobnej cenie?
Bo nam w Fundacji Kot powiedzieli, że za mało tauryny i oceniają na cztery... o.O
Zgłupieć już idzie jaka karma najlepsza... O.o