Leniwe, spokojne dni... Nareszcie.


To był ciężki rok pracy nad konfliktem.
Amber i Mefisto się uspokoili!
Kto wie czy z sprawą czasu...
czy feromonów...
czy może pogody?
A może tak po prostu dali sobie siana?







A mała księżniczka Sansa stała się społeczna.
Przychodzi, śpi na kolanach, uwielbia Ejmisię...
Ganiają się razem. Pokochała też Aleksika,
przestała być kotem na uboczu,
domagającym się głaskanek tylko w kuchni i łazience.


A czarni książęta jak widać.
Potrafią być obok siebie w spokoju,
a czasami jeden idzie jak nie ma ochoty być byt blisko.
Bez łapkoczynów i ząbkoczynów.
Mefisto zrobił się jak Salem - jak nie ma ochoty to i Alex oberwie.
Ot tak, braciszek ma zły humor to przywali.



A najważniejsze w tym wszystkim,
że w obroży tylko Alex zostaje.
Bo rzadziej rusza brzusio...
Ale nie zapeszamy, nie zapeszamy!
I kto wie czy to zasługa pogody?
Feromonów ładowanych ponad pół roku?
A może, że oni (Amberomefo) się już nie fukają?



Najważniejsze, że jest spokoj... :)
Gra o tron się skończyła!
Zaczęła się w końcu wiosna i słońce...

Tylko Ruda chyba nie może wytrzymać spokoju,
bo Grę o tron czyta... :)



Miłego tygodnia!

Zasnęło się kotku...


Busio nasz malutki.
Trzyletni na pewno. :)







Tylko kto wie kiedy ma urodzinki.
Wiele mu do szczęścia nie trzeba... :)

Jakie to były szczypiorki!


Oj 4 latka stuknęły, no niestety, czas leci! :)

No tak to już się stało, że mamy majowe też koteczki,
żeby nie było tłumu to im życzymy stu lat kilka dni później.
Przed Państem Ejmisia i Safirka w pierwszych tygodniach.










Safirka zamieszkała w 2013 u Jagodowej Kociej Mamy,
a Ejmisia u Rudej - bo towarzystwo ospałe było...
Safi miała być na chwilę, a została na zawsze :)

Sto lat damom i mniej sikania (mają słabość do wilgotnych ręczników,
więc jesteśmy cały czas czujni i wieszamy gdzie się da)!
Może niezbyt to przyjemne życzenia, ale tak się złożylo,
że codzienność z nimi stoi pod tym znakiem ;)

Poza tym obie to przytulaki i lekkie zazdrośnice o te przytulanki ;)
I tak je kochamy!

Trochę uśmiechniętych kotów... i P.S.


Trochę uśmiechniętych kotów w ten deszcz Wam posyłam! :)

Nie każdy ma Instagrama, a tam ostatnio pojawiają się zdjęcia
(link jest na bocznym pasku, jak coś to @ukolorowione),
ale także kotów, bo kolorowanki coś ostatnio odpoczywają... ;)

A teraz skandal: uśmiechnięty kot na stole!





I tak to się Aleksik integruje z małą panną... :)




Takim spojrzeniem dzisiaj uraczył mnie Salemek, Władca - całuj łapki!



I takie damy dworu krążyły... :)
Pandzia latem skończy 6 lat, a Safi niedługo 4 :)



8 Urodziny za nami, nie tylko kocie rocznice, ale i ludzkie
- największym prezentem dla nas jest to, że jesteśmy razem;
Od ośmiu lat nasze kotki są z nami i największym prezentem
będzie zdrowie ich i nasze... Oby jak najdłuższe! ❤

Dziękujemy za głosy - całkiem 5 głosów nas cieszy! :D

PS. Głosów już jest 7! :)

A co ludzie robią w deszcz?
Poza czytaniem to zaczęli grzebać w szafkach i wyciągać
bardzo ciekawe dla kotów zabawki ludzi czasoumilacze:


Wygrzebałyśmy Magic'a, te wszystkie deki i te pierdyliard kart, co nie wiadomo co z tym zrobić. 
Oj ciężko będzie. Grunt, ze pudełeczko z mamutami się znalazło...


I grają ludzie w planszówki - Urodzinowa Panemia Cthulu (po lewej)
oraz w końcu Martwa Zima, bo już się kurzyła nieco, a zima minęła... :D

A koty skutecznie pomagają grać.
Znaczy Sansa, Ejmisia i Ambusio.
Reszta grzecznie śpi. CZASAMI.

Miłego weekendu!

Iście szlacheckie koty błękitnokrwiste... Dwa.


Nie słodźcie kawy ani herbaty, bo nadchodzi zasłodzenie!

Zgodnie z obietnicą oto dziś cud nad cudami,
dwa piękne rude maleństwa, które nie wiem czemu,
nie miały chętnych wielu do adopcji.

Jagusio, bo wyglądał jak mały Jaguar
(teraz to już bardziej Garfield ;) ),


Aleksik, bo nietykalny, szlachecka krew,
człowiek niegodny go głaskać ani dotykać,
o nie!



Tak te oczka wyglądały jeszcze w tracie leczenia,
ale ważne, że mimo nawrotów jedyne co to kanalik zrósł.
U obu w tym samym oczku.



Jak ten czas leci...
Gdyby nie to, że Mefcio po protu był żywym kotkiem
i się nudził to pewnie by był sam, ale jakoś tak wyszło i dobrze wyszło!




Bo myślę, że nie wyobrażają sobie bez siebie życia...
No i my bez nich też.






Ważne, że Kociej Mamie udało się je zgarnąć,
a my nie przestraszyłyśmy się kociego kataru i od OŚMIU lat prawie
mamy zaszczyt karmić Aleksika i Ruda głaskać Jagusia
(który w wieku czterech lat stwierdził, że poza sępieniem też można
dać się dotknąć, a nawet można domagać się tylko głaskania).

I że widzą - oczka były w gorszym stanie niż na zdjęciach sprzed zgarnięcia.
A nawrotów kociego kataru tyle, że nie zliczę tego wszystkiego...

No to tyle historii na dziś... :)
Miłego dnia!