Promyczek pośród ciemności ✨

Witajcie,

u Tabi pisałam, myślałam, że rozpacz po Mefisiu schowała się,
że mam gdzieś w Sercu pudełko, gdzie schował się ból...
Ale wystarczy czasem, że myśli wybiegną, przypomną sobie
i wtedy łzy same płyną, ale ma rację Tabazella, wiedzieliśmy...
Myślę, że mam wrażenie, że jedna noc łez wystarczyła,
że nic już gorszego się nie może stać - odszedł przytulas...
Jakby mi amputowano kawałek i czasem będą bóle...
Z drugiej strony było coraz gorzej i podskórnie wiedziałam.


Myślę, że u Mefisia byłyśmy świadkami tzw "przepływu",
nagle było mu lepiej, tydzień wcześniej dostał pochwałę...
A on miał "zryw przed odejściem" - i nawet jeśli to czułam,
nie dopuszczałam do siebie, to jednak tak było - przez Święta,
a potem nadszedł czas - Mefisio zdecydował sam, że dość.
Jestem mu wdzięczna za to, że nie musiałam podejmować decyzji,
jestem wdzięczna Wszechświatu, że odszedł pod opieką bez bólu.
Dlatego odpowiedzialnie wzięłam Aleksa na badanie krwi.






W drugi plecak została zapakowana MiszQ na odwiedziny.
Razem z nimi zaniosłam wszelakie karmy veterynaryjne i specyfiki.
Nad Miszą były zachwyty, że to nie jest ten sam kot,
była wymiana zdań przy pobieraniu krwi opornemu Aleksikowi...
Nasza Wet miała wyrzuty sumienia, że nas nie wpuściła wieczór przed,
a my nie chciałyśmy przerywać mu kroplówki - nie wybaczyłybyśmy sobie.
W takiej sytuacji człowiek musi przyjąć, że tak miało być...
Gdy tam staliśmy podziwiać piękną naszą Miszę - urosła, jaka cudna!






Padło zdanie "To następnym razem Wam coś pokażę, uciekajcie"
I jakoś tak po nocy pełnej łez to zdanie przypomniała mi Motylowa,
że przecież nie wzięłyśmy plecaczka od Wet, a Wet o tym wiedziała...
Przy odbiorze plecaczka po wiadomości od Wet czy mamy czas,
wpadłyśmy do pustej lecznicy na nasza Wet pokazała nam malutkie Cudo...
Kicia po przejściach, mały ropień się ładnie goi, strupki poodpadały...
Wet wybrała nas, bo celująco opiekujemy się Miszą, a mała była wrzucona...
W kontener ze śmieciami! Tak wysoki, że nie mogła sama wyjść...





Gdy Motylowa oczarowana od razu spytała czy możemy ją zabrać,
Wet zadowolona powiedziała, że wiedziała że tak będzie i JEST!
W domu okazało się jakie to maleństwo, że ciumka kocyk,
pozlepiane futerko myłam wacikiem, dodawałam saszetki dla maluszka.
Liże po palcach, podgryza jakby szukała mleczka, mruczy...
Nie wiem, jak można malucha wyglądającego jak z okładek książeczek
Holly Webb wrzucić w wysoki kontener ze śmieciami?!
Mała mruczy i się tuli - rozczula, roztapia i rozkochuje Serca.






Motylowa mówi, że widać odejście Mefisia miało zrobić miejsce,
jesteśmy wdzięczne i wzruszone, że Wet wybrała nas na Opiekunów.
Motylowa Mefisia wybrała sama, i tutaj też powiedziała TAK...
Myślę, że smutek po Mefisiu schowała i teraz Poppy leczy jej Duszę.
U Wet właściwie nie było do mnie pytania, kotek w plecak i "cześć pa".
Ale teraz widzę jak ją nosi i mówi że ma na imię Poppy, 
bo to taka mała makówka, a ja dodaję że dla przyjaciół Pusia,
to nabieram przekonania, że mała uleczyła jej Duszę w jakiś sposób.







Poppy pyta z kolei, czy jest jakiś WOŚP na kotki? 
Albo na dobro do włożenia w serca złych ludzi?
Poppy została wrzucona do kontenera pod jednym z domków jednorodzinnych, 
miała okropny ropień na brzuszku i strupki na całym ciele. 
Teraz już jest dobrze, ale czy jest jakiś sposób na włożenie dobra ludziom do serc?
Jak można takiego malucha jak ona wrzucić 
w śmietnik pełny odpadów i zamknąć klapę?!
Ale jest już bezpieczna, a ropień się udało wyleczyć.
 
Poznajcie Poppy - dla przyjaciół Pusia 






Jesteśmy wzruszeni, że nasza Wet oceniła nas jako najlepsza Rodzinę dla niej,
że przyszliśmy jej od razu na myśl, gdy byliśmy zanieść rzeczy...
Poppy jest cudowną kotką malutką - ma ok 3 miesięcy, wkradła się
i wkupiła w stado jak to nieporadny wojowniczy kociak...
Co więcej można dodać? Szkoda nam Mefisia, wyrwa jest koszmarna,
nie ma drugiego takiego przytulasa jak on i nie będzie nigdy więcej.
I choć wiedziałam, że jest z nim źle, uciekałam, bo nigdy nie jest ten czas,
nigdy nie jesteśmy gotowi na czyjeś odejście - choćby miał i 30 lat...


I tak nastało troszkę słońca wśród chmur...

» Czytaj dalej... »

Kocie pocieszki i nowy dzień nadchodzi...🐱

Witajcie weekendowo!

Dziękuję za ten tydzień z nami - żałoba będzie trwała nadal 
w naszych Sercach - nie skończy się pewnie nigdy... 
Jest taka mała Pustka, której nie zapełni nic a nic.
Mała wyrwa tuż obok wyrwy po Jagusiu, Nikusi, Salemku, Amberku i Falkorku... 
Musimy się nauczyć z tym żyć, a mamy dla kogo...
Moje łzy się skończyły... Nie mam czym płakać. 
Teraz już nadeszła szara rzeczywistość. 
Trzeba zaopiekować tych, którzy zostali. 
Kupić dietetyczna karmę do pokoju Młodego, 
chrupy reszcie i żwirek, który idzie 25l worek tygodniowo... 
Spłacić minus u Wet do końca i żyć dalej - bo jaki mamy wybór?













Wzięłam tydzień zaległego urlopu, żeby dać sobie czas. 
Mefisto był najstarszym w naszym stadzie... 
Największa przytulaśność jaka stanęła na mej drodze 
- owszem Salem lubił czasem na ręce, ale nie tak jak Mefisio. 
Mefi był jedyny w swoim rodzaju on żył z dotyku i skrzeku. 
Mefisio Skrzeczkowski był. Maruda i przytulas straszny 
- potrafił spać kilka godzin na człowieku. 
Nawet z nosem mokrym na mojej twarzy, wtulonym w szyję... 
Nie dociera do mnie, że to się nie wydarzy. 
Jakby za szybą był cały świat, a jednocześnie wiem, 
że mam do odebrania pusty transporter i dwa kocyki z lecznicy...
Od kilku dni gapie się w Grey's Anatomy... 
Z jednej strony czas mi płynie przez palce z drugiej... 
Wiem, że muszę sobie ten czas dać - nawet jeśli to będzie głupawy serial...












MiszQ była na wizycie kontrolnej przy okazji pobierania krwi u Aleksika. 
Pani Wet powiedziała, że to zupełnie inny kot niż nam dała na początku listopada! 
Ochy i achy, że futerko zupełnie inne, 
a jaka paróweczka się z niej zrobiła, a że urosła nawet! 
Więc chyba jednak miała z pół roku w listopadzie...
Misza była w lecznicy od wakacji aż do końca października 
- miała zapalenie płuc, infekcje takie, że lało się oczami, nosem, pysiem, wszystkim, 
a do tego była brązowa - tak ciężka awitaminoza. 
Ale wyszła z tego i jedyne co to miejscami troszkę widać pod światło ten brąz, 
a w jednym oczku troszkę błonka nachodzi. Ale to nic. 
Dla nas jest najpiękniejsza na świecie...













Wyniki Aleksika sa na szczęście ok, kolejne dopiero za rok.
Chyba, że coś się będzie działo to przyjść - wiadomo...
W zeszły piątek z ciężkim Sercem zaniosłam Smilla Sensitiv jaka została,
zaniosłam nawadniające saszetki, witaminki, leki, fibor...
Wypłaciła Motylowa po drodze kaskę dla Pani Wet i poszliśmy,
ale nie sami - Aleks był na pobraniu krwi, a Misza na oględzinach.
Wet powiedziała, że ma wyrzuty sumienia, że nas w środę nie wpuściła,
ale Mefi był na kroplówce - to my byśmy miały tez wyrzuty sumienia,
jakby z powodu nas przerwali mu płukanie - Mefisiu nie dał rady
i nic nie poradzimy na to, stało się - ale bezboleśnie na lekach...
Nie był sam, był pod opieką i mimo reakcji lekarzy odszedł...
Ale ja coś czułam, w poniedziałek widziałam taki prześwit Amberka na Mefisiu.
Może on tam już po niego był? Widziałam ten sposób chodzenia Mefa
- tylne nogi zesztywniałe, zupełnie jak u Ambera przy nerkach...













Za oknem opada śnieg jak ostatnio jak był Mefisio z nami.
Mefi miał cudowne 13 lat w Kocim Raju na Ziemi,
tam gdzie jest oby miał jeszcze lepiej - karma bez końca
i kuweta wielkości całego wszechświata... ;)
Nic nie możemy jednak zmienić tylko żyć dalej...
Minął tydzień ponad i trzeba się ogarnąć, więc czytam:
"Jesteś do cholery PAŃCIĄ!!!!! To zobowiązanie nie tylko na słodkie mruczanki, głaski, karmienie i czyszczenie kuwety. PAŃCIA, FUTERKOWA MAMA, to znacznie więcej, te piekielnie trudne chwile wymagają byśmy im sprostały. Okrutnie pocieszę, potrafisz, jesteś dzielna, jesteś MAMĄ, jesteś PAŃCIĄ. (...) Bo Cię kochają. I jeszcze napiszę, że wiem co piszę. Od załamki wobec futer uchroniła mnie moja miłość do nich i poczucie odpowiedzialności. Niestety, mnie dopadła rok temu załamka wobec własnej osoby. Tu o szlaban trudniej, a wychodzi się z tego jak z bagna. Gdyby nie futra, to podejrzewam że wciągnęło by mnie na amen. Och wiem, podobno jestem ważna dla kilku/kilkunastu istot ludzkich-cudownie że są takie, ale to futra były i są głównym kołem ratunkowym. Ty masz rodzinę nie tylko z futer. Szlaban na załamki. Całkowity." (cytat by Romanka)
I wstaje nowy dzień i trzeba dać kotkom śniadanie, 
a od poniedziałku wrócić po zaległym urlopie do pracy
i pracować nadal na tę moją Futrzastą Rodzinę.
Bo jesteśmy Pańciami i Mamami naszych małych mokrych nosków!
A coś więcej napiszę może kolejnym razem...
Bo mamy najcudowniejszą Wet na świecie i musze się ogarnąć.

Trzymajcie się!

PS. Polecam, choć to niby seria dla dzieci...



» Czytaj dalej... »

Popularne posty