Kilka słów o Nas ツ

  
     Szła pewnego wieczoru Matka Jagodowa z pracy i usłyszała kocie wycie, niesamowicie głośne i nie dające spokoju. Wygrał. Czarny mały kotek wygrał dom. Matka Ruda (wtedy jeszcze nastolatka) bardzo się cieszyłą, kiedy to po długich i chyba nieco pozornych planach szukania domu, Salem, bo tak go nazwała stał się jej prezentem pod Choinkę. To była chyba jedna z pierwszych najpiękniejszych Gwiazdek, ta w 2004 roku. (Oczywiście nie zapominając o cudownym piesku, który mieszkał z nimi od 1997, ale wiadomo, wyprowadzanie przypadło Babci ;) )
    Lecz los sprawił, że Ruda wyjechała do Łodzi. Nie mogła jednak zabrać ze sobą Salemka, ani pieska, który z nimi mieszkał. Salema szczególnie kochała, ale... Salem w odwecie za zdradę pokochał swoją drugą połową serducha Matkę Jagodową, i tak stała się Drugą Kocią Matką.

Pierworodny, ur. październik 2004,
Pan i Władca, kot, który rozumie mowę,
komentuje albo olewa spojrzeniem;
Nieważne, on ma być najważniejszy.
Uwielbia być noszony przez Rudą,
metodą jak dziecko ;)
Oczywiście pół poduszki jest jego.

     Żył sobie 7 lat z pieskiem, w międzyczasie on i Falkor poznali Trójcę (w 2010 roku). W pewnym momencie Pierwsza Ruda Matka doczekała się własnego eM i Trójcę wzięła ze sobą. Ku uciesze Salemowi, ponieważ z Mefisto się nie dogadywali. Z Rudymi każdy się dogadywał, nawet pies.
_________________________________________________________________________

    Pierwsza Kocia Matka, jak i jej Przyjaciółka (która musiała pozostawić Mordimera w domu rodzinnym, ponieważ był on kotem wychodzącym i nie chciała mu zabierać wolności), czuły jakąś taką pustkę bez kociego mruczenia. Pojawił się zatem on, Mefisto. Zaadoptowany w Łodzi z Fundacji Kocia Mama, latem 2009. Był niesamowicie skrzeczącym i dość lubiącym atakować nogi, dłonie i stopy kotem. Już wtedy wykazywała się jego z lekka neurotyczność (Mefisto ma humory i żyje z dotyku, musi wisieć na człowieku i koniec...)...

Mefisto, ur. w maju 2009
najmniejszy adoptowany, więc

najgłośniejszy skrzeczący kot ;)
Książę ciemności ;)
Lubi spać na ludziach, drzemać,
wisieć na nich, tak samo z kotami...
Strasznie skrzeczy i łazi za człekiem,
jeśli uznaje, że ma za mało uwagi.

    Ku uciesze Serca Motylej Matki (tak nazwiemy tę trzecią, co Mordimerka musiała pozostawić) Ruda zdecydowała się, że jej się zawsze w sumie marzył rudy kot, a Mefisto miałby towarzystwo. Znalazło się i ogłoszenie. Pojechały na miejsce do Fundacji, a tam... Dwa koteczki z kocim katarkiem. Rodzeństwo, Aleksij chował się za Jaguarem, (bezimienne wtedy jeszcze), ale no co zrobić. Oba jadą z nami, Mefisto będzie miał weselej.

Aleksij, ur. maj 2009
hrabia wysoce urodzony,

rządzi i wychowuje Aimée ;)
Głośno woła o smakołyki i saszetkę,
i jak się okazuje umie mruczeć :)
Oficjalnie nietykalski, ale zdarza się,
jak jest pusty pokój, cisza i spokój...

Jaguar, ur. maj 2009
szlachecka krew - on nie prosi,

on żąda jak nie głosem to pacnięciem!
Wielki fan czesania szczotką i drapania,
oraz spania przy miskach :)
A także leżenia obok niego na podłodze
wtedy jest największym pieściochem
i ugniataczem powietrza oraz materii
na około siebie, nieważne czego.

    W Łodzi na kilka miesięcy do ich stada dołączył Mordimer, ale niestety nie przestawił się na życie w bloku. Z bolącym sercem Matka Motylkowa musiała mu zaleźć domek, akurat okazało się, że babcia znajomej straciła kotka. zatem Mordimer zyskał wychodzący dom i wolność, z którą tak bardzo nie chciał się rozstać. Na zawsze zapamiętamy, jaki był przytulaśny i mruczący, i jak niezwykłą miał sierść, ponieważ był kotkiem burobiałym. Nasze pewnie też go nie zapomną...
_________________________________________________________________________

      Po epizodzie tymczasowego mieszkania z Salemem zostały zabrane do stałego już eM. I tutaj już przywódcą został Aleksij, jako najodważniejszy pierwszy zwiedził nowe kąty. Mefisto siedział pod kanapą dobę. Jaguar łaził za Aleksem tak przy podłodze prawie, że się czołgał.
Mijał czas w obu kocich domach...
   
     Pojawiła się u Nas mała kotka, nieco w celu pedagogicznym dla wszystkich, Młody chciał swojego mieć, a kocury wiały na jego widok, (tylko u Jagodowej Salem był nie do ruszenia i straszył łapą lub sykiem), a mały lubił za nimi biegać i ganiać. Myślałam, ze koty mi się ze stresu pochorują w końcu, a tu nie! One to traktują jako zabawę! Specjalnie przebiegają mu drogę, uciekają, chowają się na chwile pod kanapę by zaraz wybiec i znów udawać uciekanie. Teraz już cieszą się na jego widok albo jak mają dosyć to śpią pod kanapą lub na półce pod sufitem.
    Kotka spala z nim od pierwszego dnia. zawsze go wita (każdego, ale widać, że jego najbardziej) i codziennie czeka na zabawę piłeczką. Tak samo jak i zabawa laserem - wszystkie się z nim bawią, a on się śmieje jak łapią kropkę. A ze spaniem różnie jest, czasem rude z nim spią, czasem Aimée, czasem wszystkie... Łasi się już nawet Mefisto.
   A Trójca ją pokochała jak swoją małą. Dzielnie jej wujkują i opiekują się. Wielką cierpliwością się wykazały jak była mała i rozstrzepana wskakiwała im na plecy zza każdego zakrętu czy szafki.

urodziny prawdopodobnie w połowie maja 2013,
najmłodsza i jedyna królowa rządząca, 
rozbawia wszystkich i rozstawia, lubi ciumkać ;)
Jedna z większych szajb z całego stada.
Świerkająca i szczekająca jak na babę
przystało, ktoś tu musi dowodzić!

_________________________________________________________________________

    Natomiast w królestwie Salema, gdzie za Tęczowy Most w 2012 pobiegł Falkor, dołączyła w podobnym czasie, latem 2013 czteroletnia Isia.

ur. prawdopodobnie wiosną 2009, Isia była dokarmiana,
potem kotkiem w domku tymczasowym u p. Ewy,
zaadoptowana latem 2013;
miziasty rywal Salema, kot jednego człowieka,
lękliwy mieszkaniec kanapy - na czas "obcych" w domu,
wychodzi na głaski do Babci.

    O Isi niewiele mogę powiedzieć, Jagodowa zna ją lepiej, ja tylko wiem, że woziłam ją do weterynarza i od tamtej pory jak nie siedzę, to nie wyjdzie. Mam wg niej znamię "człowiek, który zabiera do veta". Zatem zdjęcia w większości pochodzą od Jagodowej lub mojej Siostry. Ja sama Isię znam bardziej z opowieści. Jest wirtualnym kotem dla gości, podobnie, jak Aleksij u nas.
    Wiem natomiast, że Salemowi Isia nie przypadła do gustu. Pacali się łapkami, prychali, ganiali... Teraz powiedzmy, że jest tolerancja. Ale zgrzyty jak są to nie takie jak z Mefisto, z tego, co się dowiedziałam to Isia i Salem mają dużo większy topór i rywalizację niż jak były dwa czarne kocury.

    Jagodowa się wahała, oglądała... W końcu pojechała po Pandzię z nadzieją, że Isia ją zna, Salem ją zaakceptuje... Na miejscu okazało się, że jest mały kotek na tymczasik. Dobre serce Jagodowej i pełne chęci pomocy bezdomnym kotom sprawiło, że powiedziała, że dobrze, Pandzię zabieram, a kotce szukamy domku.
    Salem dostał jeszcze dwie damy. I tutaj już historia jest optymistyczna: Salem pokochał Safirkę, opiekował się nią, wychowuje ją, a Pandzię lubi, myje ją po łebku nie raz, tak po ojcowsku. Zatem kocia gromadka doszła do jako takiej harmonii. Dlatego też, jak pojawił się po dwóch czy trzech miesiącach chętny na Safi, nie oddała jej. Safi została, dla Salema, dla Młodej... Została po prostu pokochana.

ur. latem 2011, dama dworu zaakceptowana przez
Pana i Władcę Salema, nie lubi a ręce, ale głaskać!
Głaskać, ocierać się, ósemki robić, baranki uderzać,
no po prostu nie da się przejść obok Pandzi bez dotyku.
No i krzyczy na mnie, jak przyjdę do Jagodowej,
a ona z opóźnieniem zobaczy, że jestem.
Głaskaj, nie gadaj, a ze szczęścia przygryzę troszki ;) 

Majowa dama z 2013, nazywana także smoczycą.
Miziasta, na ręce na chwilkę, mruczy jak traktorek.
Doskonała uczennica Salema w sprawach sępienia.
Przerosła Mistrza, Safira podczas porannego śniadania
kradnie łapą miski zlęknionym damom, nawet Salemowi.
Typowy czarny garfield, jeść i spać.

    Pandzia jest tą witającą, a Safira tą lubioną być męczoną przez Młodą. Salem nadal dowodzi, a na pewno pilnuje Isi, by nie zapomniała kto rządzi. Stał się tak trochę dziadkiem dla Safi, a dla Pandzi tatusiem. No tylko ta Isia... Jak wymawiam jej imię to prycha jak to kot i pokazuje ząbki w swojej wypowiedzi na ten temat. Grunt, że jesień i zima sprawia, że topór wojenny staje się nieważny w obliczu tego, że trzeba robić za termoforki.
_________________________________________________________________________

     W roku 2014 pod koniec jesieni znalazł się taki mały kocurek na działkach, akurat Jagodowa tam przygotowywała działkę na zimę, coś miauczało, tknięta wspomnieniami sprzed 10 lat, kiedy to Salem na garażach darł się wniebogłosy wróciła na drugi dzień. Akurat tego wieczora była tam Ruda ze spóźnionym o dwa dni prezencie na dyszkę Salemka. Zgarnęłą kotka do domu i tym sposobem dołączył do Domu Pierwszej Matki Rudej i jej Czwórcy.
    Bojowniczy był, ale został przyjęty z pełną akceptacją i pokochany przez Mefisto oraz Aimée zaakceptowany jako drugi najmłodszy szajbus do zabawy. Straszny przytulas, ale nie taki namolny jak Mefisto. A że jest mniejszy od naszej Aimée, ale zachowania ma takie, z jakich ona wyrosła - atakowanie dłoni jak jaką myszkę itd orzekłyśmy, że musi faktycznie być mały, dałyśmy mu pół roku jakos - czyli maj tego właśnie roku... ;)
Wet twierdził dwuletni, my że ma niespełna rok
Poznajemy się...

urodziny prawdopodobnie w styczniu 2014,
przytulanka, szajbus, lubi się bawić,
tak bardzo, że Mefi i Kićka z nim szaleją,
jak tylko ich zaczepi. Pogromca kartonów
rwie je na strzępy. Oraz fan przewalania się
po pościeli, pod którą leżą ludzie.
Maniak przesuwania misek z wodą oraz
delikatny i wysublimowany prosiciel o głaski
- wtedy śpiewa mrucząc tak jak żaden kot.
tylko Amber tak umie.
_________________________________________________________________________

Jesienią 2015 roku Jagodowa pojechała do znajomych na weekend, stamtąd wróciła z małą wydawałoby się kotką... Gabrielle otrzymała imię na cześć pieska znajomych, który pobiegł za tęczowy most. Gabi, inaczej Gabrielle, miała podejrzenie o bycie kocią mamą W jej brzuszku, który wydawał się być najedzony wydawało się, że skrywa się tajemnica... Wiadomo tylko, że na pewno jest dorosła, miła, przytulaśna i zdrowa.
Aż nawet Ruda stwierdziła, że mniej na żwirek jej idzie i fajna pamiątka by była, więc jednego małego by przygarnęła bo miejsce się znajdzie i finanse... Byleby dziewczyna. Tygodnie mijały a ona nic! Więc usg - no bo widać po samym obmacaniu brzuszka to może być za mało - a na usg... Nic! :)

oceniona na 2 lata, wiec cofamy się
i urodziny koniec sierpnia 2013 ustalamy,
omyłkowo uznana za kotną - zdrowa,
ale z charakterem - jem i śpię,
a w kaszę dmuchnąć sobie nie dam,
nawet na Salema krzyczę!

Z braku kotków była i radość i nieradość - z jednej strony nowe doświadczenie nigdy nie mieliśmy kota z małymi, nie widział nikt tak małych na żywo nie opiekował się itd... A z drugiej strony radość, bo kotka może urodzić nawet sześć, a sezon przedświąteczny jest obfity w adopcje pod choinkę, a potem kot jest oddawany do schroniska albo wyrzucany... Więc nawet lepiej, bo los ich mógłby być nieciekawy... :) No i zanim się chętni - o ile by znaleźli...

              _________________________________________________________________________

A że czekał kąt i zabaweczki dla małego kotka... To ogłoszenia poszły w ruch. I znalazła się Ona. Mała, puchata, śliczna. Sansa. Imię było już w chwili, gdy Gabrielle została oskarżona niesłusznie o bycie kinderkiem... ;) Może to ją ocaliło? Małe zapchlone było, odrobaczone - bo podejrzewane o robaki, ale pchły poszły precz, odrobaczanie jedno starczyło - kopki były ok, więc została oficjalnie z nami i resztą na zawsze. Bawi się ze wszystkimi i... Rośnie! :)

ur na początku października 2015,
szajbus łobuz i przymilak :)
wiecznie głodny...
_________________________________________________________________________

Blisko zimy Jagodowa znalazła, wychodząc wtedy z Lucky'm, skórę i kości - zwaną Sówką...


_________________________________________________________________________

W maju 2017 miał być u nas jeden więcej - świadoma adopcja, stwierdziłam,że damy radę wykarmić jeszcze jednego bąbla - a teraz wysyp w okolicy... Kilka tygodni zastanawiania się, oglądania, a może... Hmmm... I pewnego wieczoru jakby intuicja! Znalazłam ogłoszenie z małą białą kotką, więc kombinujemy, ale gościu mówi albo z czarnym braciszkiem albo wcale. A to szkraby 6 tygodni! Nie powiedział co z matką ich, mówił takim jakby eee... polskim bez polskich znaków ;) ...taki prosty człowiek do tego stopnia, że myślę, jeżu, a jak on utopi skoro się nie patyczkuje?
No to jest i Daenerys i Sherlock, ur w końcówce kwietnia 2017 ;)
Pierwszego dnia dosłownie gryzły miseczki... :(
                                 



Zapraszamy do obserwowania nas! :)

Ruda vel Drevni Kocurek

1 komentarz:

  1. Świetne "streszczenie". Ile kotów tyle osobowości. I to mnie najbardziej fascynuje w tych istotach. W zwierzęcym świecie nie mają odpowiednika a ich zdolności umysłowe czy emocjonalne są dyskredytowane przez ignorantów, którzy nie chcą poznać tego fascynującego świata. Pozdrowienia dla tej sporej gromadki.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie odcisk łapki, będzie nam miło! :)