Trochę Rocznic i wspominek 💗

Witajcie czwartkowo!

Na szczęście nie rozwinęło mi się zapalenie zatok.
Oregano połączone z C1000 i D2000 plus naproksen uratowało.
Dziecię dzielnie nadrobiło w szkole zaległości po chorobie.
Mi się udało wynieść kilka worków niepotrzebnych rzeczy.
Ogarniam jeszcze resztki, ale już coraz lepiej!
Może uda się wygonić te zimowe powiewy na dobre... ;)








Oglądanie przy okazji ogarniania rzeczy dobrze wchodzi.
Polecam więc "Dusiciel z Bostonu", "Susza" i serial "W pułapce".
Dzisiaj leci mi w tle "Pielęgniarka", a w planie jest "Firefly Lane".
Wypracowałam sobie odruch czytania godzinę przed snem
i są efekty, bo kończę zaczęte książki - i zaczynam kolejne...
Przy okazji porządków też Dziecię dało kilka zalegających lektur.








Kotki bardzo pomagają w przeglądaniu szafek i praniu.
Najchętniej jest zajmowane to, co do prania, aby pospać...
Wchodzenie do pudełek z rzeczami do wyniesienia przez Poppy
i wrzucanie tam swoich myszek, żeby się pobawić w śmieciach...
Ja nie wiem skąd to towarzystwo się wzięło takie pomocne...
Jak się nic nie robi to śpią jak zabite, jak coś ruszyć to szajba.








Zaraz się zbliża majówka, więc będzie wspólne oglądanie "Łasucha",
może zrobimy z Młodym jakąś domową pizzę - bo jest święto.
Święto inne niż to w kalendarzu - 14 lat razem i do tego urodziny Aleksa.
Ostatniego, który został z naszej Pierwszej Trójcy bez Jagusia i Mefisia.
Pamiętam ich adopcję i te początki w Łodzi - pierwszy był Mefisiu,
a potem dostał braci, bo się nudził - byłyśmy zielonymi kociarami...








Czasami nie wierzę, że to już tyle lat minęło, zmieniło się trochę...
Podobno człowiekowi się co kilka lat zmienia charakter - możliwe.
Na pewno jednak przez te 14 lat nie zmieniła się Miłość do Kotków.
Ani Miłość w samej Rodzince, a także priorytety jakimi się kierujemy.
Zawsze najważniejsze były dla nas jest Kotki i Dziecię, a my sobie poradzimy 
- i świat to Dobro nieustannie oddaje - my tylko robimy wszystko co się da. 








Z jednej strony smutno mi, że nie ma z nami już Mefisia,
ale z drugiej strony był już bardzo biedniutki - swoje z nami przeżył.
Był wsparciem w ciężkich chwilach, a my wspierałyśmy jego do końca.
Ale już wystarczy, teraz kolejne pokolenie przejmuje te funkcję.
Historia się pisze dalej, a zaczęło się wszystko tak niewinnie tyle lat temu,
a taki tylko jeden czarny Kotek ciumkający kocyk zaczął tę Miłość.






W tym roku też minęło dziesięć lat od przeprowadzki Tutaj.
W marcu mięło 9 lat od założenia tego bloga - na początku mniej pisałam.
Głównie wrzucałam zdjęcia i kilka zdań - i jakoś tak to poszło...
Chyba choroba Amberka zebrała najwięcej tutaj Dobrych Serc...
A dzisiaj jest tu spora grupa Czytelników/czek Przyjaciółek Kociar!
Nie wiem jak ten Czas zleciał i Dokąd Nas to wszystko prowadzi?!


Dziękujemy, że Jesteście!

» Czytaj dalej... »

Smutek nie wstrzyma zieleni...

Witajcie sobotnio!

Tydzień minął pod znakiem przeziębienia Młodego
i strachem, że to angina, ale na szczęście nie i jest ok.
Domowe metody wystarczyły, a teraz ciężki tydzień.
Mamy lek dla Ejmisi! Do końca maja ma brać codziennie.
Na razie ma ustaloną dawkę i będą kontrole - zobaczymy.
Kupiłyśmy najmniejszą buteleczkę - bez pomocy by się nie udało!
Dziękujemy ogromnie! 💓




Junior u Jagodowej




Wnioski o dowód zaniesione, ale się palców naodciskałyśmy...
Pomijam zdjęcia - nie podoba mi się, ale to nie do ramki...
Poza tym jakoś ta wiosna zaczyna się takim zmęczeniem.
Może mnie coś bierze, a może po prostu jakoś tak smutnawo.
Ostatnio wypłynął temat, że czas strasznie szybko płynie...
Nie wierzę, że minęło trzy miesiące od odejścia Mefisia...
Mam wrażenie, że minęły wieki...








Pożegnanie widoku
Wiesława Szymborska

Nie mam żalu do wiosny,
że znowu nastała.
Nie obwiniam jej o to,
że spełnia jak co roku
swoje obowiązki.

Rozumiem, że mój smutek
nie wstrzyma zieleni.
Źdźbło, jeśli się zawaha,
to tylko na wietrze.

Nie sprawia mi to bólu,
że kępy olch nad wodami
znowu mają czym szumieć.(...)

obiad ;)


Panda u Jagodowej


Buba i Safirka u Jagodowej



Wtula się jednak ten mokry nosek Miszki albo Poppy,
mruczy wtulony Sherlock rozciągnięty jak na przytulasa...
I wtedy spływa spokój, że przecież jest dobrze, że są z nami...
Wczoraj znajoma Kociara pytała o Lunkę - tak, wdzięczność.
Człowiek zapomina, a to mija już wiele lat od znalezienia,
od uratowania, nie pamięta się na co dzień, a to Skarby są.
Życie bez nich - bezsens.








Czasami jednak nachodzą wspomnienia, bo Byli. Bo Są.
Malutki Amberek przytulający się, kiedy chciał on sam,
Jaguś, który po pięciu latach stał się Moim Przytulaskiem,
Salem Mój Pierworodny Pan i Władca - lubiący noszenie,
Nikusia Nikirella mały Pyłek, który był przez Chwilkę...,
i Mefisio Kot nad Kotami pobiegł do Braciszka Jagusia...
Są w Sercu. Są na Zawsze.








Ale choć pęknięci to trwamy scalani mruczeniem...
Malutkiej Poppy, Miszki uratowanej z klatki gabinetu,
Niuńki dwa i Daenerys śpią ze mną w nocy z Emrysem,
Sherlocka przytulasa nad przytulasy - jak to czarny kocur,
Ejmisi, która ciumka i się przytula, od kiedy ją nie boli...
Sansa, Yuumi, Triss i Alex mają nieco swój świat,
a Lunka jest kotkiem tylko Młodego - Jego Dajmonem.
Są naszym Życiem... 💚


PS. Jak ktoś ma Curwooda na zbyciu to chętnie przygarnę :)
Mamy tylko "Szarą Wilczycę".




Zapomniałabym:

Udanego Dnia Książki! :)

» Czytaj dalej... »

Popularne posty