Wczoraj był Dzień Dziecka tradycyjnie na grillowaniu,
a tam na działce jak zwykle przyszła towarzyszka imprez...
Kicia ma tam też siostrę i jest jeszcze pewnie nie jeden kotek,
ale ona jako jedyna jest taka towarzyska i ją widać :)
Po drzemce i zajmowaniu miejsc każdemu - pora na głaskanie.
Ona jak zacznie mruczeć to końca nie ma :)
Dobrze jej tam na działkach - ma swoje królestwo i kuwetę
- największe na świecie - grunt, by nikt się kotków nie czepiał.
Po głaskaniu jest pora na jedzonko - głównie suche u nas jest
- wiadomo, że zaletą jest to, że nie zaschnie i nie zepsuje się.
Ale trzeba uważać przy odejściu, bo kiedyś schowała się w altance,
a jak wiadomo tam nie ma kuwety :D i była masakra... :D
A na koniec kilka zdjęć kwiatuszków, ale tylko kilka,
bo nie mogą przyćmić urody pięknej rudobiałej dziewczyny!
Oby nic im tam się na tych działkach nie działo,
a miseczki były pełne - u nas na pewno będą! :)
Miłej niedzieli!
