Witajcie niedzielnie!
Pogoda u nas taka, że po bieganiu w weekend nie wyszłam.
Ale zagłębiłam się w czytanie "Baśń o Wilczej Dolinie"
i jest zachwyt, bo to autorstwa siostry Pani Krajewskiej,
czyli Agaty Kasiak - napisała też trzy inne książki.
Bardzo polecam Wam Wilcza Dolinę obu autorek...
W planach mam "Obsesja Eve" i "Układanka".
Po wizycie w czwartek u weta jedziemy na nowych lekach.
Tym razem tabletki są różowe i też dwa razy dziennie...
Dostaje je Sherlock, Chessur, Yuumi i Emrysek.
Udało mi się Chessura złapać podstępem, więc był.
To ważne dość, bo Czesio mimo, że w domu chowany
to jednak ma odruchy dzikusa i do łapania ma panikę.
Tym razem tabletki są różowe i też dwa razy dziennie...
Dostaje je Sherlock, Chessur, Yuumi i Emrysek.
Udało mi się Chessura złapać podstępem, więc był.
To ważne dość, bo Czesio mimo, że w domu chowany
to jednak ma odruchy dzikusa i do łapania ma panikę.
Po wybraniu leków do weta będzie szedł na pewno Sherlock,
bo pierwszy antybiotyk nie dawał poprawy - tylko Lunie.
Luna się zaraziła pewnie przez Yuumi, która włazi wszędzie...
Ale wiadomo, że jak się człowiek stresuje to kotek odczuwa,
a jak kotek odczuwa to spada odporność i starczy wietrzenie...
Dopiero 3 dzień nowego antybiotyku i z Sherlockiem lepiej.
Mam nadzieję, że i reszta da sobie spokój ze smarkaniem...
Jednak nowe zasady są teraz musi najpierw być fizjoterapeuta
i on dopiero może kierować dalej na zabiegi
- już nie ma tak jak wcześniej, że od razu ortopeda może...
Noga nadal dziwna, pewnie szycie łąkotki będzie...
Ale co można poradzić innego, jak po prostu żyć.
Nadal mamy swoje małe problemy, świat do ogarnięcia.
Kuwety do zrobienia, miseczki do wypełnienia wodą i karmą.
I stosik nieprzeczytanych książek i filmów...
Dlatego póki nic nie mogę idę coś obejrzeć i ogarnąć.
Noga nadal dziwna, pewnie szycie łąkotki będzie...
Poza tym nadal uczucie balona jakby, mimo łażenia,
mimo rowerkowania i stepowania na maszynkach domowych.
Ogarniamy sobie na co dzień szkołę i dom jako tako...
Plany odgracania nadal w powijakach - w weekend się nie chciało.
Plany odgracania nadal w powijakach - w weekend się nie chciało.
Ale może pomysł jest, żeby na tygodniu się do tego ruszyć,
choć pogoda nie sprzyja, żeby mi się chciało sprzątać.
W szkole u Młodego jakieś zbiórki, więc zaniesie coś od siebie.
A ja czekam na dziesiąty, żeby naszym zamówić rzeczy.
Ogólnie odczucia mieszane, bo jest zamieszanie,
ale i widzę, że cierpią też i wszelakie inne zbiórki.
Bazarki na FB stanęły, ludzie nic nie licytują,
a przecież tu i teraz nadal toczy się życie i pomoc.
Ogólnie odczucia mieszane, bo jest zamieszanie,
ale i widzę, że cierpią też i wszelakie inne zbiórki.
Bazarki na FB stanęły, ludzie nic nie licytują,
a przecież tu i teraz nadal toczy się życie i pomoc.
Już wczoraj w sklepach było lepiej, ale nadal opornie,
jakby czas się cofnął o dwa lata i ludzie się barakują...
Im bliżej granicy tym większy świr się ujawnia.
Nadal mamy swoje małe problemy, świat do ogarnięcia.
Kuwety do zrobienia, miseczki do wypełnienia wodą i karmą.
I stosik nieprzeczytanych książek i filmów...
Dlatego póki nic nie mogę idę coś obejrzeć i ogarnąć.
Albo po prostu posiedzieć z Mefisiem i go pogłaskać...
I pomyśleć gdzie kupić jego karmę, której nie ma w necie.
O paczuszkowych akcjach napiszę następnym razem :)
